Drogi Katohejterze

To jakiś dramat, że były w ogóle podstawy, które sprawiły, że wymyśliłam nazwę „katohejt”. Przecież powinien to być oksymoron, sprzeczność, absurd. Ale nie jest.

Nie jest, bo w imię Boga obrzucamy ludzi gównem. Bo posługujemy się Jego Słowem po to, żeby innych dobić. Bo wrzeszczymy na siebie nawzajem, rozmawiając o miłosierdziu, pouczamy się bez skrupułów, jak powinna wyglądać ewangelizacja, jesteśmy pierwsi do znalezienia w innych grzechu i ostatni do doszukiwania się dobra. Bo jesteśmy moralnie bardzo relatywni, a Papież Franciszek podoba się nam podczas zabawy z dziećmi, ale nagle przestajemy go słyszeć, kiedy mówi o ubogich i uchodźcach. Bijemy się sarkastycznymi i zajadłymi komentarzami w imię walki o prawdę i Królestwo Boga. Przez ekumenizm rozumiemy poczucie, że wszyscy powinni wrócić do nas z podkulonymi ogonami. Bronimy swojej świętej racji nawet wtedy, kiedy dookoła nas leżą już stosy rannych.

Katohejt widać wszędzie – w rozmowach o tym, czy Marcin Zieliński ma prawo być w Kościele Katolickim (wait, what?), w kłótniach o pentakostalizację, w reakcjach na przeciwników ustawy antyaborcyjnej, w sprzeczkach o poprawność liturgii, w debatach politycznych, w rozkminach o uchodźcach…

Posłuchaj, proszę, Katohejterze.

Nikt nigdy nie dał Ci prawa do sprawienia, żeby ktokolwiek poczuł się jak śmieć (albo żeby o kimkolwiek tak pomyślano). Nikt nie dał Ci prawa do rozsądzania według własnego widzimisię o tym, co jest dobre, a co złe. Nikt nie dał Ci prawa do potępiania człowieka i skazywania go na piekło. Nikt nie dał Ci prawa do stawiania Sprawiedliwości nad Miłosierdziem, zwycięstwa w kłótni nad troskliwością, wytykania wad nad wydobywaniem dobra. Nikt nie dał Ci prawa, żebyś posługiwał się Słowem Bożym po to, żeby dać komuś w mordę. Nikt nie dał Ci prawa, żebyś z imieniem Boga na ustach siał niepokój, rozłam, ból i nienawiść.

Nie chodzi o to, Katohejterze, ilu w życiu pokonasz, ale o to, ilu w życiu pokochasz. Nie chodzi o potępianie człowieka, a zła – i to NAJPIERW zła w samym sobie. Nie chodzi o wygranie walki o rację, jeśli ceną za to ma być drugi człowiek.

Katohejterze, przestań być strażnikiem sprawiedliwości tego świata. Nie musisz.

Przyszedł już kiedyś na ziemię Ktoś, kto wywrócił pojęcie sprawiedliwości do góry nogami. Dzięki Niemu Ty, ja i każdy człowiek na świecie zyskał godność taką, o jakiej nie śniło się aniołom w niebie. Ty, ja, Marcin Zieliński, Randy Clark, Papież Franciszek, o. Augustyn Pelanowski, autorzy strony zwiedzeni.pl, liturgiści, uchodźcy, zwolennicy aborcji i jej zagorzali przeciwnicy, przedstawiciele PiS i PO, katolicy, protestanci, prawosławni, muzułmanie, ateiści, bezdomni, prostytutki, pracownicy charytatywni, misjonarze… – wszyscy mamy dokładnie takie samo prawo nazywać się dziećmi Boga. Nikt nie ma prawa tej godności w Tobie niszczyć – ale i Ty nie niszcz jej już w nikim. Naszą jedyną bronią przeciw złu tego świata ma być miłość. Naszym jedynym motorem przemiany ma być miłość. Naszym jedynym argumentem ma być miłość.

Pewnie porzucenie walki na rzecz miłości sprawi, że osiąganie zamierzonych celów zajmie chwilę dłużej. Ale warto, Drogi Katohejterze. Warto już teraz nauczyć się kochać tych, z którymi masz spędzić całą wieczność.

Modlę się za Ciebie i za siebie samą. Nie zabijmy się nawzajem w drodze do nieba.

A.